Prawie w eskorcie Przemasa, który czekał na nas na swoim jednośladzie na rogatkach Warszawy wróciliśmy około 20.30 do Warszawy.
Małe podsumowanie:
Przejechaliśmy 5280 kilometrow w zasadzie bezawaryjnie a dokładniej:
- w dniu startu pękło mocowanie mechanizmu podnoszenia prawej tylnej szyby, szyba została podparta kijkiem we Francji żeby nie opadała.
- włącznik wentylatora chłodnicy spiął się na sztywno i wentylator chodził cały czas. Odłączyliśmy go, wentylator zgasł i nie był to problem bo mamy możliwość włączenia wentylatora z kabiny.
- jedyną awarią unieruchamiającą auto było spadnięcie piątego kabla zapłonowego z cewki skutkiem czego Kredens po prostu przestał jechać. Zjazd na pobocze autostrady i na szczęście szybko zlokalizowana usterka
- kiedy auto było w pełni rozgrane nie chodził rozrusznik. kiedy tylko trochę ostygło rozrusznik już działał więc dramatu nie było tym niemniej jakieś 20 czy 30 razy musieliśmy palić z popychu. Przy tej sile narodu na pokładzie to nie problem
- dolaliśmy podczas całej podróży ok 3 litry oleju. To i dużo i mało choć należy zauważyć, że jadąc nad loch ness dolaliśmy litrów 11... czyli jest progres!
Średnia prędkość z jazdy - 82km/h
Maksymalna (osiągnięta z góry ostatniego dnia) - 134km/h
5280 przebytych kilometrów plus ok 330 dojazdówki z Warszawy przez Piekary Śląskie do Katowic
Reasumując - auto spisało się więcej niż znakomicie za co mamy do niego wielki szacun!
Zapasy z Bielefeldu przypadły Władziowi do gustu ;P |
![]() |
Pogoda odrobinę kaprysiła |
![]() |
86 444 Stan licznika po przyjeździe |